Ładowanie...
Zamykam laptopa wieczorem. Rano mam raport: zapytania obsłużone, wyceny gotowe, nowy lead z Danii. Nikt nie siedział w nocy.
Nagrywam głosówkę w korku. Zanim dojadę na miejsce, system już wycenił ofertę z Austrii i wysłał odpowiedź. Zarządzam firmą z samochodu.
W magazynie robię zdjęcie telefonem. System rozpoznaje markę, pisze opis w trzech językach. Narty są na stronie zanim wyjdę z hali. Dwadzieścia tysięcy sztuk rocznie, jedno kliknięcie na sztukę.
Księgowość siedzi na starym systemie. Nie kupiłem nowej licencji. Napisałem most i oba systemy gadają ze sobą.
Tysiące pseudonimów. Zespół nie pamięta nazw firm, pamięta ksywki. System też się tego nauczył. Bo tak mówią ludzie i nie ma sensu z tym walczyć.
Mam pięć pomysłów naraz. Każdy wydaje się świetny. Więc zanim powiem TAK, pytam siebie: ile to kosztuje? Co nie zostanie zrobione? Kto za to zapłaci w dziewięćdziesiąt dni? Czy da się to przetestować za dziesięć procent budżetu?
Poniżej trzech dobrych odpowiedzi = parkuję miesiąc. Uratowało mnie od trzech złych inwestycji w ostatnim roku.
Co trzy dni mój system porównuje to, co obiecałem zrobić, z tym co faktycznie robię. Kiedy się rozpędzam z nowym pomysłem, dostaję pytanie: "a co z poprzednim?" Nie człowiek mnie hamuje. Maszyna, której sam napisałem reguły.
Byłem handlowcem. Przez pięć lat robiłem wszystko ręcznie: wyceny, maile, opisy, fakturowanie. Mały zespół, dużo roboty. W kilka miesięcy zautomatyzowałem większość powtarzalnych czynności.
Negocjujesz warunki, których nie da się zeskryptować. Czytasz ludzi. Podejmujesz decyzje z niepełnymi danymi. To jest Operator's Edge. O tym piszę na LinkedIn.
Prowadzę małą firmę handlową. Kupuję narty używane z wypożyczalni alpejskich i sprzedaję do sklepów narciarskich w kilku krajach Europy. Dwadzieścia tysięcy par rocznie.
Mam magazyny w Austrii. Tam metrykuję, konsoliduję, pakuję. Każda narta przechodzi przez system, który sam napisałem.
Nie dlatego, że jestem geniuszem. Dlatego, że zbudowałem system, który robi za mnie powtarzalną robotę. Wycena oferty zakupowej trwa piętnaście sekund. Opis towaru generuje się sam. Faktura idzie do księgowości bez klikania.
Przez pięć lat robiłem to ręcznie. Każdą wycenę na oko. Każdy opis pisany od zera. Każdego klienta pamiętałem z głowy. W pewnym momencie powiedziałem: dość. W kilka miesięcy zbudowałem własny system do zarządzania towarem, agenta i system wycen.
Teraz firma działa, a ja myślę o tym, co dalej.
Nie mam cennika na stronie. I to jest celowe. Nikt nie lubi wydawać kasy na coś, czego nie rozumie.
Mogę Ci zbudować agenta AI, który odpowiada na maile. Mogę połączyć Twój stary system z chmurą. Mogę zautomatyzować powtarzalną robotę, która zjada Twoje wieczory. Ale to działa tylko wtedy, gdy Ty wiesz, po co to robisz.
Nie szukam klientów, którzy chcą "wdrożyć AI". Szukam ludzi, którzy prowadzą firmy i czują, że tracą czas na rzeczy, które powinny się robić same.
Pracuję z małymi zespołami. Dwóch, pięciu, dziesięciu ludzi. Bo tam decyzje mają konsekwencje następnego dnia. Nie za kwartał. Nie po board meetingu.
Jeśli to rezonuje, porozmawiajmy. Jeśli nie, życzę powodzenia. Serio.
Mam problem. Wiem jaki. Potrzebuję kogoś, kto to zbuduje. Nie potrzebuję prezentacji, potrzebuję rozwiązania. Agenta, integracji, automatyzacji. Szybko, konkretnie, w produkcji.
Czuję, że tracimy czas na powtarzalną robotę. Mam poczucie, że AI mogłoby pomóc, ale nie wiem jak. Nie wiem, ile to kosztuje. Nie wiem, czy to w ogóle ma sens dla firmy naszej wielkości.
To jest najlepsza pozycja startowa. Bo znaczy, że nie masz złudzeń. Zaczynamy od rozmowy, nie od wdrożenia.
Jakub Lenczowski. Kraków. Prowadzę małą firmę handlową. Kupuję z wypożyczalni alpejskich, sprzedaję do sklepów narciarskich w Europie.
Nie jestem programistą. Nie skończyłem informatyki. Jestem operatorem firmy, który w pewnym momencie zrozumiał, że połowa mojego dnia to powtarzalna robota, którą mogłaby robić maszyna.
System do wycen, zarządzanie towarem, automatyczne odpowiadanie na maile, generowanie opisów, szukanie klientów w kilku krajach. Sam. Używam technologii, dzięki którym jadę szybciej.
Teraz uczę się mówić o tym głośno. Minds in Motion to moja próba pokazania, że nie trzeba być korporacją żeby transformować firmę. Wystarczy być operatorem, który wie czego chce, i ma wystarczająco dużo uporu żeby to zbudować.
Jeśli to brzmi jak Ty, odezwij się.
Od pierwszego spotkania do autonomicznego systemu AI
Dobierz format do swojej organizacji
Pracujemy z liderami, którzy wiedzą, że AI to zmiana sposobu myślenia. Jeśli to rezonuje — porozmawiajmy.
Ograniczona liczba miejsc. Bez cennika na stronie — bo każdy projekt jest inny.